FREESTYLE.pl: logo [F -ka] FREESTYLE.pl: logo

Tu jesteś: FREESTYLE.pl >  Music >  Artykuły >  The End

Artykuły

The End

Od:
alik 
Data:
22 maja 2013, 12:57
Ocena:
Ocena 5.00

Siedziałem w domu, przed komputerem czekając na powrót mojej pani, kiedy z ekranu monitora poraziła mnie informacja - Ray Manzarek nie żyje.

Zmarł człowiek, który wydaje się być niedocenianym i zapomnianym muzykiem słynnego zespołu, który kojarzy się większości z wokalistą - Jimem Morrisonem.

Należy tu wspomnieć, że Ray był kimś znacznie więcej niż tylko organistą The Doors - to właściwie on jest odpowiedzialny za stworzenie golema, którym był Jim (jeśli macie ochotę dowiedzieć się więcej - odsyłam do książki Raya - "Rozpal we mnie ogień". Znajdziecie tam sporo interesujący faktów i dowiecie się kto był kim w The Doors).

Dla mnie osobiście Doorsi zawsze kojarzyli się z niskim głosem Jima i wysokimi, prawie radosnymi organami Raya - do tej pory uważam, że to najistotniejsze elementy tego zespołu. Ale jest jeszcze coś, co mnie zawsze fascynowało - ich przeciwieństwo mentalne i wizualne. Ray zawsze schludny, uczesany, w marynarce, okularach bez oprawek w towarzystwie jednej pani - Dorothy Fujikawa, z którą było do końca życia. I Jim -chyba nigdy nie był schludny i uczesany - dzicz po każdym względem, można też o nim powiedzieć wiele, poza tym, że był monogamistą. Ogień i woda. Niesamowity kontrast i wszystko w ramach jednego zespołu, tworzącego jedną muzykę. Niesamowite!

Od ponad pół roku Ray walczył z rakiem dróg żółciowych. Jestem w ciągłym kontakcie z jego synową Sharmin i miałem informacje z pierwszej ręki, wiedziałem, że są dni kiedy jest lepiej, a potem znów się pogarsza. Manzarek leczył się w klinice w Niemczech - niestety szanse na wygranie takie walki w wieku 74 lat są dość małe, dlatego trochę godziłem się odejściem wielkiego muzyka.

Zanim zaprzyjaźniłem się z Sharmin widziałem Raya dwa razy: pierwszy raz na scenie z The Doors w Warszawie w 2004 roku, na Torwarze - jako wokalista wystąpił wtedy Ian Atsbery z The Cult. Doskonały koncert! Ray był w świetnej formie, grał butami na organach, cały czas zagadywał do publiczności, żartował... wspomnienie bezcenne. Drugi raz był chyba bardziej emocjonujący, gdyż przed koncertem duetu Rogers - Manzarek w Warszawie spotkałem go na tyłach Stodoły. Niesamowity facet, trochę wyniosły, ale przyjazny. Powiedział mi wtedy, że moje imię - Michał, to po amerykańsku Mike:) A Mike to imię, które każdemu kojarzy się z typem macho, tak się nazywają mocni goście. Więc nazwał mnie Mike. Mam z nim pamiątkowe wspólne zdjęcie z tego dnia. Potem był wspaniały koncert, utrzymany w klimacie tradycyjnego chicagowskiego bluesa, Ray zagadywał jak zwykle, mówił nawet trochę po Polsku, w języku swoich dziadków.

Miałem nadzieję zobaczyć go kiedyś znów...

Żegnaj Ray.
Mike.

Dostępne w kategoriach

music

Komentarze

:     :    
Chcesz się wychylić i skomentować? - zaloguj się! ...a jak nie masz konta to dołącz do nas!

Podziel się



Najnowsze  






Ostatnie komentarze

Najczęściej oglądane

Co się dzieje na FREESTYLE'u

Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Wasze oczekiwania. Zamknij i nie pokazuj więcej tego komunikatu
Więcej informacji w naszej Polityce prywatności